2008-03-14 23:05:18 » ghost dog

Ghost dog... jeden z niewielu filmów który mogę oglądać w kółko i nigdy mi sie nie znudził. Nie wiem co mnie urzekło w tym filmie gdy go pierwszy raz oglądałem, może postać kreowana przez Foresta Whitakera ? Faktem jest że zawsze gdy chciałem oderwać się od wszystkiego to włączałem ghostdoga. Poniżej jedna z moich ulubionych scen.. niby nic sie nie dzieje w niej.. ale podoba mi się jej klimat..





skomentuj (0)

2008-03-09 20:26:06 » uciekając do mojej Eternii

Rok tułaczki po wyżynach i nizinach relacji damsko-męskich doprowadził mnie do ciemnej ślepej uliczki. Wyraźnie podupadłem na zdrowiu w tym czasie.. i nie koniecznie chodzi o zdrowie fizyczne (choć pare kilo mi przybyło). Systematycznie pogrążałem się w odmętach ciemnych zakamarków osobowości i muszę stwierdzić, że osiągnąłem dno. Tak jak Eldo "byłem aspołeczny od małego", trzeba przyznać, że zawsze chodziłem swoimi ścieżkami, zawsze miałem swoje indywidualistyczne podejście, upartość i zaparcie by osiągnąć swoje cele. W sumie nigdy nie uważałem tego za wadę, bardziej jako moją zaletę, coś co wyróżnia mnie z tłumu, to że wiem czego chce i wiem jak to osiągnąć, że nie jestem elementem tłumu i płynę z prądem gdzieś przed siebie. Może i z czasem przerodziło się to u mnie w narcyzm ? Choć nie wiem czy narcyzm to odpowiednie słowo. Wiem, że Adamus mnie powinien zrozumieć, bo myślę że mamy podobne podejście. Otóż ów "narcyzm" polegał na tym, iż czułem się lepszy od innych, oczywiście nie na tyle chorobliwie, że jestem lepszy od każdego, ale czułem swoją wyższość nad sporym odsetkiem społeczeństwa, bo właśnie wiedziałem czego chce, nie poprzestawałem na półśrodkach i miałem ambicję zrobic coś ze swoim życiem. Jeszcze w liceum pamiętam jak często kołatała mi się głowie fragment ze ścieżki dźwiękowej blokersów: "jestem lepszy od Ciebie, jestem pełen dumy i nie mogę tego stłumić...". Pamiętam jak wtedy identyfikowałem się z tymi słowami, tak własnie wyrosłem w poczuciu swojej wartości..

Ale wracając do chwili obecnej. Otóż stałem się jeszcze bardziej aspołeczny niż byłem. Do głosu doszły te ciemne strony mojej osobowości. Gdybym miał to jakoś spróbować opisać, to chyba najlepszym porównaniem byłaby postać Eberharda Mocka bohatera świetnych kryminałów Marka Krajewskiego. Mam wrażenie, że właśnie obudził się taki zimny, bezwględny, na swój sposób mroczny Eberhard. Zamknąłem się w sobie, ze swoimi przemyśleniami, problemami i planami. Stworzyłem swoją własną Eternię (polecam kawałek "Eternia" Eldo z płyty o tym samym tytule) w której znalazłem ucieczkę od problemów i stresów z którymi przyszło mi sie borykać w ostatnich miesiącach. Właśnie w tej Eternii znalazłem spokój i ukojenie nerwów. Szkopuł w tym, że to tylko moja Eternia, i uciekając do niej po chwile wytchnienia odcinałem się od rzeczywistości. Zdałem sobie teraz sprawę, że ta moja Eternia pochłonęła mnie na dobre, w końcu ma to swój prymitywny sens, że wolałem odciąć się od rzeczywistości gdzie musiałem się borykać z problemami, rzeczywistością której miałem już dość i chciałem od niej odpocząć. Fakt jest taki, jestem wypalony wewnętrznie, zmęczony i bez najmniejszej ochoty na jakikolwiek związek. Czas najwyższy otrząsnąć się z tego, wrócić do rzeczywistości i zacząć cieszyć się życiem i wrócić do tego starego indywidualisty jakim byłem wcześniej...

Jak wspominałem ostatni rok tułaczki doprowadził mnie do ślepej uliczki. Ta ślepa uliczka to to jakim sie stałem, gburowatym Eberhardem Mockiem, który walczy z samym sobą i ucieka do swojej Eternii. Wiem, że się zmieniłem. Wiem, że nie mogę o to obwiniać nikogo innego niż samego siebie. Skończyła mi się cierpliwość i wytrzymałość a efekt jaki jest łatwo dostrzec. Faktem jest, że w między czasie zaniedbałem wielu bliskich. Razem ze mną ucierpiała towarzyszka mojej tułaczki, bądź co bądź w jakimś stopniu osoba która przyczyniła się do tego wszystkiego (choć nie mogę jej za to obwiniać). Nasz związek zakończył się boleśnie, za co ją przepraszam, ale mam nadzieje, że zrozumie że wpadliśmy w wir osobliwych wzlotów i upadków który w końcu doprowadził nas do skraju wytrzymałości.

Tak jak wspominałem nadszedł czas, by coś zrobić z sobą. Przede wszystkim chcę odpocząć. Tak jak kiedyś uważałem się o osobę o anielskiej cierpliwości, tak teraz stałem się kłębkiem nerwów, chodzącą tykającą bombą, która może wybuchnąć z byle powodu. Zszargałem sobie nerwy i potrzebuje czasu by wrócić na właściwą ścieżkę. Potrzebuje teraz tylko spokoju...

skomentuj (1)

2007-12-27 21:34:54 » podsumowanie 2007

Tradycyjnie już nadszedł czas podsumowania mijającego roku. Bez dwóch zdań ten rok przyniósł ze sobą wiele zmian i zwrotów akcji. No ale może po kolei..

Początek roku to ostatnia w życiu sesja na polibudzie, i można by powiedzieć początek burzliwego związku, burzliwego mniej lub bardziej w całym tym mijającym roku. W sumie rok 2007 minął pod znakiem wzlotów i upadków w kontaktach damsko-męskich. Oby przyszy rok był spokojniejszy, bo nie chce paść na zawał przed 30tką.

Dalej kolejne miesiące to pisanie magisterki. Błogi czas, gdy mogłem spać ile chciałem, żadnych obowiązków, żadnych zajęć, poprostu totalne lenistwo przeplatane momentami wysilonej pracy umysłowej nad pracą magisterską.. ale należy podkreślić ze to momenty były. I tak mijał czas do czerwca. Wolne dni spędzane w miłym towarzystwie, wyjazd w bieszczady, praca w makro po nocach, rozmowy kwalifikacyjne i testy po nieprzespanych nocach, użeranie się z moim schizofrenicznym promotorem.. tak właśnie minęła wiosna..

Później perspektywa wyboru etatu lub praktyk.. wybór na praktyki, zdecydowanie słuszny. Choć fakt, pierwsze tygodnie były ciężkie i miałem poważne chwile zwątpienia. Ale udało się. Jedyny mankament taki, że praktycznie wakacji nie miałem. Ale udało mi się zobaczyć morze, kilka dni w Jarosławcu i krótka wizyta w Jastrzębiej Górze.. tak by tradycji stało się zadość, że co roku pojawiam się w Jastrzębiej. Później góry.. fakt może niefortunny wybór na mieścine w której o tej porze roku są tylko niemieccy emeryci i nikt więcej.. ale dla samego koncertu East West Rockers było warto.

I tak minęły wakacje. Dostałem ofertę by zostać po praktykach. Robię to co lubię i cieszy mnie ta praca. Fakt, że brakuje mi teraz czasu na wszystko, głównie przez podróże komunikacją miejską która skutecznie potrafi zrujnować wszelkie plany szybkiego powrotu do domu po pracy. Ale za to mogę sobie odbić wyjazdami, czy to na szkolenia, czy to na koncert Gentlemana we Wrocławiu, czy też na sylwestra :)

A jakie postanowienia noworoczne ? Jedno podstawowe.. kupić w końcu samochód :) I mam nadzieje, że za rok pisząc podsumowanie roku 2008 będę mógł napisać, że nie musze się już tłuc MPK do pracy. Trzymajcie kciuki.

skomentuj (0)

2007-12-15 22:46:06 » reaktywacja

Minęło sporo czasu od kiedy tu pisałem. Jakoś koncepcja pisania bloga przestała mi odpowiadać, i chyba miał na to wpływ poważny brak czasu na cokolwiek. Warto by więc trochę odświeżyć informacje tak żebym czytając to w przyszłości miał co wspominać.

Tak więc  dalej pracuję dla tej samej firmy.. i jestem zadowolony, robię to co lubię, mam dość odpowiedzialne stanowisko, projekty którymi zajmuję się opiewają na spore kwoty.. lepszej okazji zdobycia doświadczenia nie mogłem sobie wyobrazić. Za kilkanaście dni minie już dokładnie pół roku jak pracuje tutaj. Nauczyłem sie masę rzeczy, tak naprawdę nie wiem czy nie wiecej niż w czasie 5 lat studiów, choć trzeba przyznać, że gdyby nie ta wiedza którą uzyskałem na studiach to pewnie teraz bym sobie nie poradził. W każdym razie jestem zadowolony i mam nadzieje, że moja dalsza współpraca okaże się owocna.

Praca pracą, a wojsko zaciera ręce na młodych inżynierów... na chwile obecną przez rok pozostaję do dyspozycji armii i w każdej chwili mogą mnie odciągnąć siłą od biurka i przyodziać w obleśny mundur i kamasze. Ale mam nadzieję, że przez ten rok nikomu nie przyjdzie do głowy by mnie powoływać i za mniejwiecej rok z uśmiechem na twarzy udam sie do WKU po stempelek o przeniesieniu do rezerwy...

A jak u mnie w sferze uczuciowej ? Hmmm, trudno jednoznacznie ocenić.. niby z kazdym miesiącem lepiej, ale z drugiej strony bywają chwile poważnego zwątpienia. Wiele rzeczy wyglądało inaczej jeszcze pare miesięcy temu, a teraz wyglądają znacznie inaczej niż bym oczekiwał. Co nie oznacza, że jest tak źle. Owszem jest dobrze, podoba mi sie i nie wyobrażam sobie życia bez niej.. ale chwilami powaznie sie nad tym zastanawiam. Są takie chwile gdy jej zachowanie potrafi mnie zniechęcić na dobre. M.in. nie chce codziennie walczyć z nowymi teoriami spisku i tlumaczyć w kółko że tak nie jest jak sobie dopowiedziała. Męczy mnie walka z nadinterpretowaniem zwyłych czynności i doszukiwaniem głębszych treści w najzwyklejszych zachowaniach.  Może jestem prostym człowiekiem i nie potrafie sobie tego wyobrazić, że jakies zachowanie można odebrać na milion sposobów i oczywiście przyjąc najgorsze z nich jako to prawdziwe.. wiem za to, że męczy mnie to. Mam nadzieję, że to chwilowe gorsze dni, może jakaś zimowa depresja czy coś.. Ostatnie dwa tygodnie dały mi popalić i wiem że takich kolejnych nie chciałbym znosić i nie umiałbym sobie wyobrazić całego życia u boku kogoś, kto na stara sie na kazdym kroku znaleźć dowód na to, że jest coś nie tak. Mam nadzieję, że moje obawy okazą się chwilowe i tak naprawde to tylko przejsciowe problemy... no ale cóż.. życie pokaże..

Kolejna notka pewnie za kilka miesięcy.. zresztą i tak nikt tego nie czyta...

skomentuj (1)

2007-10-22 18:15:23 » koniec

moje życie straciło barwy...

skomentuj (2)

2007-09-06 15:50:53 » Dobre wieści

Wszystko wróciło do normy, Milka wróciła znad morza, nie musze już siedzieć i dumać co sie tam dzieje podczas gdy ja próbuje sobie znaleźć zajęcie w pracy. A za 3 dni wyjeżdżamy w góry na tydzień. Fakt, że organizacja wyjazdu napotkała na pewne problemy i nadszarpnęła nasze nerwy.. no ale finalnie w perspektywie jest tydzień w Karkonoszach, spanie do oporu, popijanie malibu z mlekiem, a na kaca wody lecznicze z uzdrowiska :)
A w ramach aktualności, przedłużono ze mną umowę na kolejne 12 miesięcy :) Miałem mieszane zdanie o tej praktyce, ale najwyraźniej jednak zostałem doceniony. Liczy sie efekt, że póki co z 11 praktykantów, tylko trzech dostało propozycje zostania :)

skomentuj (2)

2007-08-20 21:20:19 » jednak zostałem doceniony...

jak już pisałem jakiś miesiąc temu moja sytuacja w firmie gdzie jestem na praktyce wyglądała dość przeciętnie. I przez ten miesiąc niewiele się zmieniło. Dalej nie mogłem liczyć na poważne potraktowanie, spotkanie z przełożonym czy poświęcenie kilku minut by wyjaśnić mi niejasności. Tak więc przyjąłem zasadę, że nie ma co się prosić i po prostu robiłem swoje po swojemu. W końcu jednak nadszedł termin (odkładanego już zresztą) mid-point review meeting, gdzie to miałem się podzielić swoimi dokonaniami. I tu właśnie następuje nieoczekiwany zwrot akcji. Mój przełożony jak sam stwierdził jest zaskoczony moją pracą. Nie spodziewał się, że tak dogłębnie przeanalizowałem temat, do tego podobały mu się moje wnioski i prezentacja. I wreszcie mogłem poczuć, że ktoś w końcu docenia moją pracę. Ale to nie wszystko. Najwyraźniej wrażenie mojej prezentacji było na tyle piorunujące, że pod koniec dnia usiedliśmy na osobności i padło pytanie czy po zakończeniu praktyki nie chciałbym zostać na stałe w firmie. Co tu dużo myśleć... w ciągu dwóch tygodni mam dostać konkretną ofertę i na koniec września najprawdopodobniej nie będę musiał sprzątać biurka :)

A wracając do tematu poprzedniej notki. Dalej siedzę sam i odliczam czas do spotkania z Ukochaną. Biorę dwa dni wolnego i jadę do niej nad morze. I z jednej strony przyda mi sie kilka dni odpoczynku, a z drugiej szybciej będę z nią i nacieszę się jej obecnością. A dziś spytała mnie, czy kiedyś kochałem kogoś tak jak ją... I szczerze powiedziawszy, nigdy nie kochałem nikogo tak jak jej. Owszem kochałem już wcześniej. Prawdę powiedziawszy wcześniej był to tylko jeden raz i to stosunkowo niedawno. Ale tak patrząc na to uczucie jakie miałem do Kasi, a to jakie mam do Milki, to wiem, że się bardzo różnią. I ciężko jest nawet wyjaśnić w czym tkwi różnica. I nie chodzi też o to czy jedną czy drugą kochałem/kocham bardziej, chodzi o to, że moje obecne uczucie opiera się na innych relacjach, na innych kontaktach, innym podejściu, innych przeżyciach i innym traktowaniu się nawzajem... i wiem , że to jak jest teraz, jest tym czego szukam.

skomentuj (1)

2007-08-18 17:35:50 » gdzieś zniknęła moja nimfa...

i zostałem sam... na szczęście to tylko dwa tygodnie bez Milki. Niby nic takiego, w końcu to ludzka rzecz ze ludzie gdzieś wyjeżdżają i sie nie widzą przez jakiś czas, trochę potęsknią i jest dobrze. No a ja od początku wiedziałem że nie będzie tak łatwo. Może to po prostu przyzwyczajenie, może przywiązanie.. no ale na pewno miłość. Spędzanie czasu ze sobą codziennie, poczucie że jest blisko, i w każdej chwili mogę się z nią zobaczyć stało się dla mnie tak oczywiste, że teraz nie mogę się odnaleźć jak wyjechała. Na pierwszy rzut oka to wygląda to jak kolosalne zauroczenie, motylki w brzuchu i te takie.. no ale jesteśmy już razem jakiś czas (trudno nawet powiedzieć od kiedy dokładnie), a wiąże nas dużo już od wielu miesięcy.. więc teoretycznie po tym czasie powinno mi już przejść zauroczenie, fascynacja i takie zakochanie.. A jednak , minęło tyle miesięcy a ja czuję że wpadam coraz głębiej w to uczucie, coraz bardziej mi zależy i chce sie starać jak mogę.. a ten tydzień rozłąki który już minął tylko mnie utwierdza w tym przekonaniu. Mogę szczerze powiedzieć, że nigdy w życiu tak nie byłem przywiązany i nie tęskniłem tak cholernie.. owszem, często tęskniłem i często mi brakowało obecności dziewczyn z którymi byłem. Ale to co teraz czuje to taka "nowa jakość". Zrozumiałem jak Milka jest dla mnie ważna, i moje największe marzenie teraz jest takie, by z czasem Ona mogła dojść do podobnych wniosków.

skomentuj (0)

2007-07-21 09:04:03 » witamy w dorosłym życiu...

Nieubłaganie nadszedł czas rozpocząć dorosłe życie. Skończyło się podchodzenie do świata po studencku, bez większych obaw, bez martwienia się o kolejną wypłatę, będąc pewnym co mnie czeka w kolejnych latach studiów. Otóż nadszedł ten dzień gdy odebrano mi legitymacje studencką, z uśmiechem na twarzy zaproponowano bym został na studiach doktoranckich i podziękowano za wspólnie spędzone 5 lat i zaangażowanie w życie Wydziału. Tak więc, w uroczystycm i podniosłym nastroju na świat przyszedł kolejny wykształciuch. I szczerze mówiąc nadal do mnie nie dociera, że nie jestem już studentem, że mam 6 literek przed nazwiskiem, i że w kinie nie bede mógł kupić ulgowego biletu. Wcale nie czuje się dorosły. Nadal widze siebie z piwem gdzieś na osiedlu, na wigilii w akademiku, na trawniku na juwenaliach itd. Ale może to przyjdzie z czasem, może jeśli życie zawodowe mnie dopadnie to zmienią się moje odczucia.

A skoro mowa o życiu zawodowym. Póki co praktykuję sobie w wielkiej korporacji, mam odpowiednie wynagrodzenie, własne biurko i komputer... no i to by było na tyle. Jestem tu od 3 tygodni, i wydaje mi się, że z każdym kolejnym tygodniem coraz mniej mi się podoba. Najwyraźniej firma nie do końca się przygotowała na przyjęcie praktykantów na 3 miesiące, przełożeni nie mają zbytnio czasu się nami zająć, praktycznie dostaliśmy projekty i musimy sobie z nimi poradzić. A i owszem, mam tu pełną możliwość zdobycia ogromu wiedzy, jednak tony dokumentów, prezentacji i innych materiałów nie zastąpią odpowiedniego pokierowania mną przez przełożonego. Nie wiem, czy oni nie dostrzegają tego, że trafili do nich ludzie bo 3 miesięcznym procesie rekrutacji (nieskromnie mówiąc najlepsi z najlepszych), których mogą sobie wykształcić na swoich czołowych pracowników... wydaje mi sie, że nie traktują nas na tyle poważnie, i tak naprawde dają nam tylko dostęp do materiałów i mówią uczcie się sami. No ale zobaczymy jak będzie dalej, może z czasem potraktują nas poważniej.

A na koniec to co oczywiście najważniejsze, czyli sprawy uczuciowe. Ci co uważniej śledzą to co tu pisze napewno zauważyli, że od dłuższego już czasu moja uwaga skupia się na jednej dziewczynie. Otóż, nasze relacje od początku należały do dziwnych i nieupożądkowanych. Ogólnie rzecz biorąc poznaliśmy się w troche nieodpowiednim momencie, co miało znaczący wpływ na nasze dalsze wzajemne relacje. Można powiedzieć, że bywało jak na porządnej sinusoidzie, raz na górze, raz na dole. Ale fakt jest taki, że przez te wszytskie miesiące bardzo się do siebie przywiązaliśmy. I w tej chwili mogę powiedzieć śmiało, iż jestem tego pewien, że kocham ją i chcę z nią być. Ostatnio dużo zrozumiałem, szczególnie nauczyłem sie czego nie robić i jakim nie być, tak byśmy mogli uniknąć wielu nieporozumień, tak by było nam dobrze ze sobą.. Wiem, że sporo rzeczy zrobilem źle, ale tak samo Milka popełniała błędy. Teraz ja chce naprawić swoje pomyłki i pokazać, że naprawde może być dobrze. O ile tylko Milka też przyłoży się do tego byśmy popełniali mniej błędów, to może być naprawde miło..

I to tyle jeśli chodzi o początek dorosłego życia...

skomentuj (0)

2007-06-09 14:23:51 » day by day

Udało mi sie dostać na praktyki, takie wymarzone praktyki, w wielkim koncernie, dobrze płatne, z perspektywami na przyszłość. Od lipca zaczynam, z jednej strony szkoda wakacji, ale z drugiej, taka okazja może się już nie powtórzyć. Tak więc trzymajcie za mnie kciuki, aby udało mi sie załapać tam na stałe :)

Zaś samo pisanie magisterki powoli ma się ku końcowi. Zostało dopisanie kilkunastu stron i oddaję. Obrona pewnie i tak we wrześniu, ale przynajmniej z ulgowych biletów jeszcze skorzystam :)

Promotor zarekomendował mnie do pracy, w innej dużej firmie. Ciekawe stanowisko, ambitne zadania do wykonania.. wszystko całkiem fajnie, gdyby nie warunki jakie proponowali.. wole praktykę na lepszych warunkach i z możliwymi perspektywami, niż posadkę na średnich warunkach. Choć pewnie jakbym nie miał takiego wyboru jaki miałem, to skorzystał bym z tej oferty bez mrugnięcia okiem.. w końcu nie chcę zasilać szeregów bezrobotnych.

A tak poza tym, to nadszedł ten dzień, gdy musiałem podjąć jakąś decyzję o tym co dalej zrobić ze sobą.. zabrakło mi już sił by się starać i nie widzieć takich efektów jakie bym chciał zobaczyć. Szkoda, ale w każdym razie nie żałuje niczego, dobrze sie bawiłem przez te miesiące, sporo niezapomnianych chwil przeżyłem i na pewno dużo się nauczyłem. Ale, tak jak do tanga, do miłości trzeba dwojga.. i tego warunku nie da się ominąć choćby nie wiem jak sie postarać...

skomentuj (2)

2007-05-17 22:00:50 » Bieszczady

Ubiegły weekend minął pod znakiem pobytu w Bieszczadach. Nigdy w życiu tam nie byłem, i szczerze mówiąc jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Zapewne wpływ na to miała lokalizacja w jakiej mieszkaliśmy.. ot mały drewniany domek w dolinie górskiej, otoczony lasem i potokiem. Najbliższe zabudowania w odległości kilometra.. brak zasięgu w komórce, brak telewizji, że tak powiem nie było niczego. Nie ma chyba nic lepszego niż zjeść śniadanie siedząc w słońcu na brzegu strumyka, nie martwić sie niczym, nie myśleć o tym co wyprawiają kaczory w polityce, bez jakichkolwiek zmartwień.. dawno nie byłem w tak świetnym miejscu do wypoczynku.. i z pewnością wybiorę się tam przy najbliższej okazji..i mam nadzieję, że będzie mi towarzyszyć moja bandit queen :)

A tak to wyglądało (jezioro Solińskie & widok na Bieszczady):
Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

skomentuj (0)